Właściciele zostawili na pewną śmierć psa, który stracił połowę pyska, na szczęście dzięki operacji otrzymał drugie życie

Wszyscy kochamy urocze i ładne pieski. Ale nie wszyscy darzymy sympatią te, które nie wyglądają normalnie, mają jakiś defekt. A przecież każdy pies jest piękny w środku i zasługuje na miłość.

W wielu schroniskach jest tak samo. „Brzydkie” psy są o wiele rzadziej adoptowane. Pracownicy muszą często ludziom tłumaczyć, że warto nie zwracać uwagi na ich nietypowy wygląd.

Pewien pies został porzucony przez swoją rodzinę ze względu na defekt pyska. Nie obchodziło ich w ogóle co się z nim stanie. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy otoczyli go opieką i dali mu drugą szansę.

W 2015 roku na ulicach Huntsville w Teksasie znaleziony został pies o imieniu Bjarni. To jak pies wyglądał było szokujące.

Pies stracił połowę nosa i sporą część warg. Miał powybijane zęby i miał ślady po ugryzieniach. Zupełnie jakby został zaatakowany przez inne zwierzę. Miał kłopoty z oddychaniem i jedzeniem.

Bjarni totally "hopped-up" on adrenaline after his frolic with some local birds. Check out his dilated pupils, this boy had some fun!

Posted by St. Francis' Angels on Friday, September 11, 2015

Bjarni

Służbom miejskim udało się odnaleźć właścicieli Bjarniego. Ale spotkał ich jeszcze większy szok. Właściciele w ogóle nie chcieli słyszeć o ponownym przyjęciu psa. I po prostu porzucili go na śmierć.

„Nie chcieli go więcej trzymać i kompletnie nie obchodziło ich co się z nim stanie” – napisali pracownicy schroniska St. Francis Angels na Facebooku.

Po odrzuceniu przez właścicieli Bjarni trafił do schroniska. Na szczęście spotkał tam wspaniałych ludzi, którzy otoczyli go opieką, której potrzebował.

Anne Graber założycielka schroniska, gdy usłyszała historię Bjarniego, od razu postanowiła mu pomóc. Został przyjęty do schroniska St. Francis’ Angels. Anne od razu wiedziała, że pies zostanie u nich do chwili powrotu do zdrowia, a wtedy poszuka dla niego nowego domu.

Pomimo swoich kłopotów zdrowotnych, Bjarni miał radosne usposobienie.

„Ona jakby w ogóle nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń i obrażeń” – powiedziała Anne w rozmowie z Huffington Post. „Uwielbia wszystko, co się porusza.”

„Polubiły go nawet najbardziej panoszące się i najbardziej agresywny psy w naszym schronisku” – dodała dla Daily Mail.

Introducing "Bjarni" (Norse for Bear). Bjarni hails from Huntsville and will be soon making his journey to SFA. A…

Posted by St. Francis' Angels on Tuesday, September 1, 2015

Konieczna operacja

Anne Gaber od razu rozpoczęła poszukiwania miejsca, w którym ktoś pomoże jej wyleczyć Bjarniego. Szukała pomocy w różnych grupach i fundacjach. Udało jej się znaleźć weterynarza Jason Balara z kliniki Gulf Coast Veterinary Specialists, który zgodził się zoperować psa.

Pracownicy schroniska zorganizowali zbiórkę na pokrycie kosztów operacji na swoim Facebooku. Akcja zakończyła się sukcesem. Udało się zebrać ponad 5100 dolarów (20 000 zł).

Podczas operacji chirurg zrekonstruował twarz Bjarniego, a także ustawił nos w linii z wnękami zatokowymi. Dzięki operacji Bjarni miał wrócić do pełni zdrowia i po okresie rekonwalescencji miał trafić do adopcji.

Operacja przebiegła pomyślnie i zakończyła się sukcesem. Po niej Bjarni jest wręcz nie do poznania.

ADOPTED! Well it is official! Bjarni has his very own family and home! His mum and dad were smitten the first time…

Posted by St. Francis' Angels on Sunday, January 24, 2016

Kilka miesięcy po operacji Bjarni w końcu znalazł także nowy dom i nową rodzinę.

Nowi właściciele zabrali go do siebie w lutym 2016 roku. „Jego nowi właściciele byli nim oczarowani od pierwszego spojrzenia” – napisali pracownicy schroniska na Facebooku.

Better late than never. Finally. This is a photo of Bjarni's new family. Note his position on his mum's lap looking like he is on top of the world.

Posted by St. Francis' Angels on Friday, February 12, 2016

Anne Graber jest bardzo szczęśliwa, że udało się mu pomóc. Gdyby nie operacja, jego los kreślił się w czarnych barwach.

„Wierzę w to całą sobą, zwierzęta są po to, aby uczyć nas zarówno człowieczeństwa, jak i współczucia” – powiedziała dla Huffington Post. „Dzięki nim mamy jakiś cel.”

To cudownie, że ten pies trafił w ręce dobrych ludzi i dostał drugą szansę na życie!

Udostępnij tę podtrzymującą na duchu historię!