Dziesięciokrotna mistrzyni świata zignorowała znak „tylko dla mężczyzn” na austriackiej zjeżdżalni wodnej i natychmiast tego pożałowała

Rhiannan Iffland, wielokrotna mistrzyni świata w skokach z klifów do wody, postanowiła zjechać ze zjeżdżalni w austriackim parku wodnym, mimo że obowiązuje na niej zakaz korzystania przez kobiety.

Australijka ma na koncie rekordowe 10 kolejnych tytułów Red Bull Cliff Diving World Series. Przez całą karierę przekonuje kobiety i dziewczęta, by nie pozwalały innym decydować o tym, gdzie leżą ich granice.

Podczas niedawnej wizyty w Austrii odwiedziła park wodny Area 47. To właśnie tam zauważyła zjeżdżalnię, na której umieszczono informację, że kobiety nie powinny z niej korzystać.

Iffland postanowiła jednak spróbować.

Nagrała cały zjazd i opublikowała film w mediach społecznościowych. Chciała w ten sposób zachęcić inne kobiety do podejmowania wyzwań i przełamywania własnych obaw.

Zakaz nie wynika z dyskryminacji, tylko z bezpieczeństwa

Choć taki znak może na pierwszy rzut oka wyglądać na seksistowski, w rzeczywistości chodzi o kwestie zdrowotne.

Na tej zjeżdżalni można osiągnąć prędkość około 80 km/h. Przy tak dużej sile woda pod wysokim ciśnieniem może dostać się do organizmu i spowodować poważne obrażenia wewnętrzne.

W literaturze medycznej opisywano przypadki ciężkich urazów u kobiet po kontakcie z wodą pod bardzo wysokim ciśnieniem. Do podobnych obrażeń dochodziło m.in. podczas jazdy na nartach wodnych, skuterach wodnych czy właśnie na zjeżdżalniach.

Takie wypadki należą do rzadkości, ale mogą być bardzo poważne. W skrajnych przypadkach mogą prowadzić do silnego krwawienia i rozległych uszkodzeń wymagających operacji.

Iffland przyznała, że wcześniej nie znała tego zagrożenia. Do tej pory spotykała się jedynie z ograniczeniami dotyczącymi wzrostu lub masy ciała.

W rozmowie z news.com.au powiedziała, że nie potrafiła dostrzec żadnego ryzyka poza samą prędkością. Dopiero kiedy usiadła na zjeżdżalni, dotarło do niej, że być może nie był to najlepszy pomysł.

Mimo wszystko podeszła do całej sytuacji z humorem. Nagranie opublikowała na Instagramie z podpisem:

„Jestem tu po to, żeby dobrze się bawić, a nie żyć długo! Kolejny moment YOLO w moim życiu”.

Później podkreśliła jednak, że nie zamierzała wyśmiewać ani lekceważyć zasad bezpieczeństwa.

– Bezpieczeństwo człowieka jest najważniejsze. W swojej pracy cały czas analizuję ryzyko i zastanawiam się, na ile mogę sobie pozwolić – powiedziała.

Czytaj także:

10-latek zginął na najwyższej zjeżdżalni wodnej na świecie – urwało mu głowę

Nagranie z Tatr wywołało burzę. Turystki weszły do stawu mimo zakazu – TPN przypomina: „to nie kąpielisko”

 

Czytaj więcej na temat...