Pogrążona w żałobie matka postanowiła ostrzec innych rodziców po niewyobrażalnej tragedii, do której doszło w jej domu. Zginęły jej kilkuletnie bliźniaczki.
W poruszającym wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych Sadie Myers zwróciła uwagę na niebezpieczeństwo związane z przedmiotem, który w wielu domach wydaje się zupełnie niegroźny.
Razem z mężem, Donem Starrem, kupili dużą cedrową skrzynię, w której przechowywali zabawki. Nie mogli przypuszczać, że właśnie ona stanie się przyczyną niewyobrażalnej tragedii.
Sadie opowiadała, że tego dnia była w pracy, a jej mąż położył dzieci spać. Kiedy wróciła do domu, sama jeszcze zajrzała do ich pokoju, a potem zjadła kolację i również poszła spać.
W pewnym momencie w nocy bliźniaczki, Kellan i Aurora, prawdopodobnie wstały z łóżka. Ich mama przypuszcza, że chciały się pobawić.
– W piątkową noc wybrały sobie bardzo nietypowe miejsce, żeby się przytulić i znowu zasnąć. Weszły do cedrowej skrzyni na zabawki, w której trzymaliśmy pluszaki. Wyjęły prawie wszystkie, zostawiły tylko kilka, chyba po to, żeby było im wygodniej. Położyły się w środku naprzeciwko siebie, każda z ręką na swojej siostrze. Wyobrażam sobie, że powiedziały sobie: „Dobranoc, Kell Kell” i „Dobranoc, siostrzyczko” – napisała Sadie.
Jak przypuszcza, podczas snu jedna z dziewczynek poruszyła się albo kopnęła pokrywę i ta zatrzasnęła się nad nimi.

– Nie wiedziałam o tym i jestem pewna, że wiele innych osób też tego nie wie: wiele drewnianych skrzyń na zabawki po zamknięciu jest praktycznie szczelnych i bardzo dobrze tłumi dźwięk – tłumaczyła.
Według Sadie dziewczynkom stopniowo zaczęło brakować tlenu.
– Spały przytulone do siebie i w ciągu kilku godzin po prostu wyczerpał się tlen. Nawet nie wiedziały, co się dzieje. Nie było nagłego łapania powietrza. To było bardzo powolne przejście ze snu w śmierć – napisała.
Kiedy rodzina obudziła się w sobotę rano, łóżka bliźniaczek były puste.
Ostatecznie znalazło je jedno z rodzeństwa.
– Mamo, znalazłem je! Ale są śmieszne, śpią w skrzyni na zabawki – miał powiedzieć.
Sadie natychmiast pobiegła sprawdzić, co się stało.
– Wystarczyło kilka sekund, żebym zrozumiała, że coś jest nie tak. Bardzo szybko dotarło też do mnie, że jest już za późno – wspominała.
Do dziś trudno jej pojąć, jak mogło dojść do takiej tragedii.
– To nie ma dla mnie żadnego sensu i chyba nigdy nie będzie miało. Mam nadzieję, że ta historia może komuś pomóc. Jeśli macie w domu podobną skrzynię, błagam, pozbądźcie się jej natychmiast – zaapelowała.

Ojciec dziewczynek, Don, przez pewien czas nie był w stanie publicznie opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Jak przyznał, miał nadzieję, że cała tragedia okaże się tylko koszmarem.
– Chyba czekałem, aż upewnię się, że to nie jest jakiś wyjątkowo długi i potworny sen. Ale z każdym dniem jest coraz trudniej, a sprawa i tak stała się już publiczna. Naszą piękną rodzinę dotknęła tragedia – straciliśmy nasze cudowne, idealne bliźniaczki – napisał.
Poprosił również o wsparcie dla swojej żony, synów i całej rodziny.
– Prześlijcie Sadie, moim wspaniałym chłopcom i mnie tyle miłości, siły i dobrej energii, ile tylko możecie. Także reszcie naszej rodziny, która była dla nas ogromnym oparciem i którą kochamy bardziej, niż potrafię wyrazić – dodał.
Na koniec zwrócił się do innych rodziców:
– Przytulcie i pocałujcie ode mnie swoje dzieci. Nawet te dorosłe. Kocham was wszystkich.
Spoczywajcie w pokoju, Kellan i Aurora.
Czytaj także:
Eksplozja zabawki gniotka: dziewczynka trafia do szpitala
13-letni chłopiec zatrzymuje porywacza za pomocą zabawki, którą za 12 zł kupiła mu mama