Oglądał śmierć swojego brata i zmagał się z uzależnieniem, a mimo to stał się jedną z największych gwiazd

Od piątego roku życia pracował w polu.

W wieku 14 lat był świadkiem tragicznej i brutalnej śmierci swojego brata.

Jednak, wbrew wszelkim przeciwnościom, udało mu się przekształcić niewyobrażalny ból jakiego doświadczył w czysty artyzm.

Patrząc wstecz na jego życie, nie sposób nie wspomnieć o nim jako o jednym z najwspanialszych artystów, jakich kiedykolwiek poznał świat.

Rodzinna tragedia

Urodził się 26 lutego 1932 roku w Kingsland w stanie Arkansas. Dorastał w rodzinie z siedmiorgiem rodzeństwa, w której każdy musiał wykonywać sumiennie swoje obowiązki.

Już w wieku pięciu lat wraz z rodziną pracował na polach bawełny i śpiewał podczas ich ciężkiej pracy w bezlitosnym słońcu. Te wczesne lata pełne walki, determinacji i wytrwałości, ukształtowały później jego karierę.

Po skończonej pracy rodzina zbierała się na ganku. Jego matka grała na gitarze i razem śpiewali hymny i stare pieśni ludowe do późnej nocy.

Te chwile pozostawiły po sobie niezatarte wrażenie. Muzyka go urzekła, nie tylko te dźwięki z otoczenia, ale także głosy, które słyszał w trzeszczącym, zasilanym na baterie radiu. W wieku 12 lat pisał już własne wiersze, piosenki i opowiadania.

Niedługo potem wydarzyła się tragedia.

Jako chłopiec stracił swojego starszego brata Jacka, którego bardzo podziwiał. Doszło do tragicznego wypadku z udziałem niezabezpieczonej stołowej pilarki tarczowej.

Jack podjął pracę w lokalnej szkole, w warsztacie rolniczym, gdzie rozłupywał kłody na słupki ogrodzeniowe za pomocą przemysłowej piły stołowej. Pewnej soboty znana osoba, o której mowa poprosiła Jacka, aby opuścił dzień w pracy i poszli razem na ryby, ale on nalegał, aby stawić się na swojej zmianie.

Złote dziecko

Jack spędził tydzień w szpitalu na lekach przeciwbólowych. Według autobiografii, brat zdawał się wykazywać oznaki poprawy pięć dni po wypadku.

„Moi rodzice i ja myśleliśmy, że jesteśmy świadkami cudu” – napisał.

Jednak lekarz, który operował Jacka, powiedział rodzinie, żeby „nie robiła sobie zbyt wielkiej nadziei”.

Niestety tydzień po wypadku jego brat zmarł. Ta strata pozostawiła w nim głębokie poczucie winy i smutku, które towarzyszyło mu latami. Często o tym mówił, przyznając, że dźwigał ciężar tamtego dnia i kurczowo trzymał się nadziei na ponowne spotkanie z bratem. Jak mówił z niecierpliwością czeka na „spotkanie [swojego] brata w niebie”.

Kontynuacja artykułu pod zdjęciem

dwoje małych chłopców w objęciu na zdjęciu

Rodzina uważała Jacka za złote dziecko.

Lata później legendarny artysta wspominał o głębokim podziwie, jakim darzył starszego brata. Jak powiedział: „Był bardzo silny. Był umięśniony. Ćwiczył i jak na 14 lat był w świetnej formie. Jacka powołano do głoszenia kazań. Powołanie do głoszenia w naszej religii oznacza, ​​poświęcenie się byciu duchownym. Każdego wieczoru siedział przy stole ze swoim księgozbiorem i czytał Biblię. Miał na mnie wielki wpływ”.

Utrata brata stała się przełomowym momentem w jego życiu. Oznaczała koniec beztroskiego dzieciństwa i początek znacznie mroczniejszej, bardziej refleksyjnej ścieżki.

Muzyka pozwoliła ruszyć mu naprzód. Stała się dla niego ucieczką i sensem życia. Jako nastolatek zaczął występować wszędzie, gdzie tylko mógł. W lokalnym radiu, w małych konkursach, wszędzie, gdzie ktoś mógł go posłuchać.

W wieku 14 lat podjął swoją pierwszą pracę poza farmą, ale jego serce zawsze było gdzie indziej. Było w piosenkach, które pisał, i w marzeniu, którego nie chciał porzucić.

Przeprowadzka do Memphis

Z chwilą, gdy w Korei wybuchła wojna, zaciągnął się do Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Stacjonując w Niemczech, kupił swoją pierwszą gitarę i ta chwila po cichu odmieniła bieg jego życia. Założył zespół z kolegami z wojska, grał w małych klubach w pobliżu bazy i szlifował brzmienie, które pewnego dnia miało go zdefiniować.

Po odbyciu służby wojskowej przeprowadził się do Memphis i gonił za marzeniem, które wydawało się nieosiągalne. W ciągu dnia sprzedawał sprzęt AGD chodząc od drzwi do drzwi, a nocą z nieustępliwą determinacją oddawał się muzyce.

W końcu jednak wszystko się zmieniło.

Niewielka, ale wpływowa wytwórnia płytowa dostrzegła w nim coś wyjątkowego, surowy, autentyczny głos, którego nie można było zignorować. Poproszony o piosenki, sprostał zadaniu. Jeden z jego pierwszych albumów odniósł natychmiastowy sukces. Sprzedał się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i postawił go w centrum uwagi. Wkrótce zaczął koncertować, występować w audycjach radiowych i budować swoją pozycję na Południu.

Hitom nie było końca. Piosenki o więzieniu, wierze, miłości i zmaganiach trafiały do ​​serc publiczności na całym świecie. Jeden z utworów utrzymywał się na listach przebojów przez prawie rok i sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy. Wkrótce występował na największych scenach country i stał się głosem ludzi, którzy czuli się niesłyszani.

Popadł w uzależnienie

Jednak sukces miał swoją cenę.

Presja ciągłego koncertowania i sławy zaprowadziła go na niebezpieczną ścieżkę uzależnienia. Był nie tylko alkoholikiem, ale także nadużywał amfetaminy i uzależnił się od barbituranów.

W najtrudniejszym momencie omal nie stracił wszystkiego do czego doszedł.

„Nauczyłem się o narkotykach na własnej skórze, choć chyba nie tak boleśnie, jak mógłbym. Bo igrałem z nimi ze śmiercią. Przez długi czas ryzykowałem i próbowałem wszystkiego po trochu. Prawie wszystko mogło mnie zabić, kiedy brałem, ale miałem szczęście, że przeżyłem. W przypadku każdej innej osoby prawdopodobnie oznaczałoby to pewną śmierć” – powiedział kiedyś.

Kontynuacja artykułu pod zdjęciem

Johnny Cash jako nastoletni chłopiec
Facebook

Jednak udało mu się wyjść z tego z pomocą kobiety, która stała się jego najwspanialszą partnerką życiową. Razem odbudowali to, co niemal utracił.

Jego powrót był po prostu niezwykły. Wyprzedawał koncerty w kultowych miejscach, pobijał rekordy, a nawet zgromadził artystów z zupełnie różnych gatunków w swoim własnym programie telewizyjnym. Nie tylko występował, ale łączył światy.

Pomimo sławy, nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi. Używał swojego głosu, by mówić w imieniu pomijanych i zapomnianych. Występował w więzieniach, wspierał organizacje charytatywne i walczył o reformy. Jego muzyka niosła empatię, ukształtowaną przez życie, które znało zarówno trudności, jak i odkupienie.

Stracił żonę w 2003 roku

Przez całą karierę pozostał skromny i wdzięczny, taki jak zawsze, nawet w głębokim uzależnieniu. Pomimo sławy, jego bliscy wciąż widzieli w nim tę samą osobę, którą znali od zawsze.

Mijały dekady, a jego wpływ stale rósł. Zdobył niezliczone nagrody, umieszczono go w wielu galeriach sław i wciąż się zmieniał. Nawet pod koniec życia, prezentował swoją muzykę nowym pokoleniom.

Po dekadach spędzonych razem, w 2003 roku stracił miłość swojego życia. Zaledwie kilka miesięcy później poszedł za nią.

Wiedząc to wszystko naprawdę można zrozumieć wagę jego historii.

Nie był tylko artystą.

Nie był tylko głosem.

To był Johnny Cash, a jego dziedzictwo przetrwało pokolenia.

Johnny Cash w czarnej koszuli z fioletowym wzorem opiera się o drewniany kufer
Johnny Cash pozuje do portretu w 2001 roku w Los Angeles w Kalifornii. (Zdjęcie: Harry Langdon/Getty Images)

CZYTAJ TAKŻE:

Gary Burghoff zrezygnował z roli Radara w serialu M*A*S*H, aby być ojcem, co według niego jest ważniejsze od pieniędzy i sławy

Odbił się od dna i stał najlepiej opłacaną gwiazdą Hollywood

 

Czytaj więcej na temat...