W 1992 roku Stephen King napisał tak niepokojącą powieść, że dziesiątki lat później widzowie twierdzą, że „prawie zemdlali”, gdy oglądali jej adaptację na Netfliksie. Jedna z osób przyznała, że film „przyprawił mnie o mdłości”.
Film „Gra Geralda”, który ukazał się na platformie Netflix w 2017 roku, na pierwszy rzut oka podejmuje się prostego tematu. Jednak wraz z rozwojem historii zmienia się w coś o wiele bardziej nieoczywistego.
W tym thrillerze psychologicznym w reżyserii Mike’a Flanagana zagrali Carla Gugino i Bruce Greenwood. Aktorzy wcielili się w Jessie i Geralda. To małżeństwo z wieloletnim stażem, które postanawia spędzić romantyczny weekend w domku na odludziu. Chcą odpocząć i dodać pikanterii do swojego życia seksualnego. Jednak to co miało być udanym wyjazdem szybko przeradza się w niepokojące doświadczenie.
W trakcie małżeńskich igraszek, gdy Jessie jest przykuta kajdankami do łóżka, Gerald nagle upada i umiera na zawał serca. Kobieta pozostaje uwięziona, niezdolna do ruszenia się i całkowicie osamotniona. Z upływem godzin ogarnia ją panika, a rzeczywistość zaczyna się zacierać i wciąga w walkę o przetrwanie, gdzie powracają bolesne wspomnienia, pojawia się bezpański pies i narasta poczucie, że ktoś lub coś może ją obserwować.
Dlaczego ten film tak porusza?
Choć wiele z opowiadań Stephena Kinga trafiło na ekran, to „Grę Geralda” przez długi czas uważano za niemal niemożliwą do zaadaptowania ze względu na to, jak duża część historii rozgrywa się w umyśle głównego bohatera.
„Chciałem nakręcić tę historię odkąd skończyłem 19 lat. Jestem fanatykiem Stephena Kinga. Na studiach przeczytałem książkę i pomyślałem, że jest niesamowita, ale nie do sfilmowania. Pół życia próbowałem nakręcić ten film” – powiedział Flanagan, twórca antologii „Nawiedzony dom na wzgórzu” (2018) i „Nawiedzony dwór w Bly” (2020) , w wywiadzie dla „The Independent”. „W książce Gerald nie żyje już od 10 strony, a reszta książki rozgrywa się wyłącznie w głowie Jessie. To strumień świadomości. Naszym celem było uczynienie tego wizualnie interesującym”.
Trevor Macy, producent filmu, dodał: „Wyobraźcie sobie, że dostajecie propozycję filmu, w którym główny bohater spędza 90% czasu przykuty do łóżka? Ludzie tracą zainteresowanie”.
W wersji Flanagana udało się przełożyć tę wewnętrzną walkę na coś wizualnego i głęboko niepokojącego. Wykorzystano ciasną, zamkniętą scenerię i intensywne kreacje aktorskie, aby utrzymać narastające napięcie bez możliwości jego rozładowania.
Widzowie twierdzą, że musieli odwrócić wzrok
Cechą charakterystyczną tego filmu jest połączenie psychologicznego horroru z momentami fizycznej intensywności. To prowadzi do scen, które według wielu widzów doprowadziły ich do granic wytrzymałości.
Jeden z użytkowników napisał: „Uważajcie. Kulminacyjna scena sprawiła, że zrobiło mi się niedobrze. Musiałem zrobić sobie przerwę, zanim wróciłem i dokończyłem oglądanie”.
Kontynuacja artykułu pod nagraniem
Drugi z internautów podzielił się jeszcze silniejszą reakcją: „No dobra, naprawdę o mało nie zemdlałem. „Gra Geralda” jest wstrzymana od 10 minut. NIGDY wcześniej film nie zrobił na mnie takiego wrażenia”.
„Wciąż mam dreszcze. Minęła już ponad godzina. Nadal mam dreszcze” – podzieliła się kolejna z osób, a ktoś inny dodał: „Śmiertelnie się przestraszyłem”.
„Mam nadzieję, że pogryziesz oparcie krzesła”
Choć „Gra Geralda” ukazała się wiele lat temu, fani horrorów wciąż wspominają go jako film, który utrzymuje w napięciu, a nie tylko straszy.
„Nienawidzę nagłego straszenia. Chcieliśmy tego tutaj uniknąć” – powiedział Mike Flanagan w rozmowie z „The Independent”.
„To było coś więcej, mamy nadzieję, że pogryziesz oparcie krzesła!” – dodał Trevor Macy.
Czy film „Gra Geralda” spełnił Wasze oczekiwania? Podzielcie się swoją opinią i podzielcie się tym artykułem, abyśmy mogli poznać zdanie innych!
CZYTAJ TAKŻE:
Film dostępny na Netfliksie przedstawia prawdziwą scenę seksu między aktorami