Kobieta, która zmaga się z okropną chorobą autoimmunologiczną doświadczyła „chwili jak z bajki”. Stało się po tym, jak podjęła decyzję o zakończeniu własnego życia za sprawą eutanazji.
Odkąd u Annie Holland zdiagnozowano autoimmunologiczną ganglionopatię autonomiczną jej życie bardzo się zmieniło. To rzadka i poważna choroba, która atakuje układ nerwowy.
Choć ta choroba nie zawsze jest śmiertelna, to w przypadku Annie diagnozę postawiono zbyt późno. Skutki uboczne i objawy, z którymi ta młoda kobieta zmaga się każdego dnia, uświadamiają, jak błahe są problemy, z którymi boryka się większość z nas.
Jak podało news.com.au, Annie zagraża sepsa, awaria sondy może doprowadzić do śmierci głodowej, a „kruszenie kości” spowodować uduszenie.
Ostatnie kilka miesięcy było wyjątkowo trudne dla Annie. Czekała na nią zagrażająca życiu operacja, w ramach której miała mieć usunięte wszystkie zęby i przeszczep kości, ponieważ kruszyła się jej szczęka.
Według doniesień, w okresie Bożego Narodzenia Annie często przebywała w szpitalu, zmagając się z ciągłymi infekcjami.
Kontynuacja artykułu pod postem
W niedawnym wpisie w mediach społecznościowych 25-letnia Annie wyjaśniła, że przez lata powtarzała ludziom, że nie chce ślubu ani małżeństwa. Jednak teraz pogrąża się w żalu, gdy widzi, jak ludzie wokół niej biorą śluby i rodzą dzieci.
Chce mieć możliwość skorzystania z eutanazji, gdy przyjdzie na to czas
W listopadzie ubiegłego roku ujawniono, że Annie zakwalifikowano do dobrowolnego wspomaganego samobójstwa (VAD). Choć póki co walczy o życie, to wybrała możliwość skorzystania z VAD. Nie chce stawiać czoła powolnej, bolesnej śmierci, gdy jej ciało nieuchronnie przegra tę walkę.
Annie stworzyła też listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią i chce stworzyć wspomnienia, które pozostaną po niej na lata.
Jednym z życzeń na tej liście jest przeżycie „ślubu”, więc zorganizowano specjalną prywatną przymiarkę w Adelaide Bridal Collective.
Kontynuacja artykułu pod postem
Podczas sesji makijażu i fryzury w jej wielkim dniu, Annie musiała zrobić przerwę, żeby wstrzyknąć sobie silne leki, które miały jej ulżyć w bólu i pozwolić na oddychanie.
Mimo wszystko Annie dzielnie walczyła o to, by stworzyć wspaniałe wspomnienie dla swojej rodziny.
„Zawsze mówiłam, że nie chcę wychodzić za mąż ani mieć ślubu i myślę, że robiłam to po prostu po to, żeby poczuć się lepiej, wiedząc, że to się nie uda” – według news.com.au powiedziała Annie.
„Przymierzanie sukni ślubnej nie jest tylko dla mnie, myślę, że to symboliczne wydarzenie dla całej rodziny”.
„Masz dzieci i chcesz zobaczyć, jak kończą 18, 21 lat, jak wychodzą za mąż. Ja nie miałam żadnej z tych rzeczy, dlatego miło jest móc dać mojej rodzinie takie doświadczenie i pozytywne wspomnienia”.
Annie opowiedziała także, jak ważny ten dzień był dla jej ojca.
„To ważne dla taty” – wyjaśniła. „Zwykle przygotowania skupiają się wokół dziewcząt, kobiet, mamy, ale prowadzenie córki do ołtarza to jedyna rzecz, którą może zrobić ojciec, i która jest tak wyjątkowa”.
„Jak zawsze powtarzam: 'Kiedy mnie zabraknie’ będę szczęśliwa i spokojna, ale wszyscy inni nadal będą żyli i czuli smutek. Tak więc możliwość pozostawienia im wspomnień, tematów do rozmów i zdjęć z tego dnia to coś radosnego i naprawdę wyjątkowego”.
Poczuła się sobą
Podkreślając wagę tego szczególnego dnia, Annie wyznała, że dał jej on szansę na to, by poczuć się „dawną Annie”.
„Zrobiłam to, udało mi się i mogę to zrobić, kiedy czuję się sobą. Kiedy jesteś chora, tracisz wszystkie te części siebie, które sprawiają, że czujesz się sobą” – powiedziała Annie według news.com.au.
„Dziś czuję się jak dawna Annie. Potrafię spojrzeć poza chorobę i zobaczyć siebie jako osobę, którą naprawdę jestem, zamiast skupiać się na tym, co mi odebrano”.
„To coś więcej niż tylko przymierzanie sukienki. To znacząca chwila i czuję, że przeżyłam swój wielki moment”.
„Po prostu czuję się jak normalna 25-latka”.
CZYTAJ TAKŻE:
Uwzględniono wniosek o eutanazję zdrowej fizycznie 29-letniej kobiety