Na Retkini (Łódź) rozegrały się sceny jak z filmu. Koń wszedł na częściowo zamarznięty staw – i nagle lód załamał się pod jego ciężarem. Zwierzę wpadło do lodowatej wody i nie było w stanie wydostać się na brzeg.
Według relacji służb, zgłoszenie trafiło do straży w niedzielę, 4 stycznia, około 13:30 – zadzwonił mieszkaniec, który zauważył dramat przy stawie w rejonie ulicy Smulskiej. Jak informuje TVN24, na miejsce ruszyło 10 strażaków, a koń był uwięziony w lodowatej wodzie i nie mógł sam wyjść na brzeg.
I wtedy zaczęła się walka z czasem. Strażacy mieli do wykonania zadanie, w którym liczą się minuty – bo w takiej wodzie organizm szybko traci siły. Jak czytamy w TVN24, w akcji brała udział m.in. specjalistyczna grupa nurkowa; ratownicy przymocowali długą linę do kantarka na głowie konia, wycinali piłami lód i stopniowo robili drogę, by móc wyciągnąć zwierzę na brzeg.
Kiedy wreszcie się udało, to jeszcze nie był koniec nerwów. Koń wymagał natychmiastowego zabezpieczenia przed wychłodzeniem. Zwierzę zostało ogrzane i zbadane przez weterynarza, a sama akcja trwała ponad godzinę. Potem koń trafił pod opiekę właścicieli.
Ta historia ma w sobie coś jeszcze: brutalne przypomnienie, jak zdradliwy bywa lód. Nawet jeśli z brzegu wygląda “na pewny”, wystarczy chwila, by zamienił się w pułapkę – dla zwierząt, ludzi, a także dla tych, którzy odruchowo ruszają na ratunek bez sprzętu i zabezpieczenia.
CZYTAJ TAKŻE:
Po 7 latach od uratowania lwów mężczyzna spotyka je ponownie