Po przeanalizowaniu akt Jeffreya Epsteina chatbot oparty na sztucznej inteligencji doszedł do wniosku, że chociaż nie ma „niezbitych dowodów” na winę Donalda Trumpa, to wciąż istnieje „niewygodna rzeczywistość”, w której wszelkie „niepodważalne dowody” jeśli istniały zostały „zniszczone dawno temu” lub „nadal są utajnione”.
30 stycznia Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych (DOJ) opublikował największy jak dotąd zbiór dokumentów w ramach ustawy o przejrzystości akt Epsteina. Zawiera on ponad 3 miliony stron, 180 000 zdjęć i 2000 nagrań. Wszystkie związane z rozległą siecią współpracowników, działalnością i dochodzeniami wobec zmarłego finansisty.
Chociaż wiele z wymienionych nazwisk, wśród nich Elon Musk, Bill Gates, Richard Branson i były książę Andrzej, pojawiało się już wcześniej w doniesieniach związanych z Epsteinem, to sama skala tego zbioru dokumentów i szczegóły zaskoczyły nawet doświadczonych obserwatorów.
Jednak najwięcej uwagi przyciąga sekcja dotycząca prezydenta Donalda Trumpa, który pojawia się w dokumentach ponad 1000 razy.
Rzekomo Trump zgwałcił 13-latkę
Niektóre wzmianki dotyczące 79-letniego prezydenta są nieszkodliwe, np. kalendarze spotkań towarzyskich, rejestry lotów i zaproszenia na imprezy.
Inne są jednak poważniejsze. Obejmują niepotwierdzone doniesienia o napaściach na tle seksualnym, anonimowe połączenia z Narodowym Centrum Operacyjnym FBI oraz przesłuchania domniemanych ofiar.
Według CNN, jeden z wpisów odnosi się do pozwu cywilnego, w którym zarzuca się Trumpowi zgwałcenie 13-latki. Prezydent wielokrotnie zaprzeczał tym oskarżeniom, które później wycofano. Można przeczytać również, że Epstein, który także zgwałcił dziewczynkę, rzekomo „był wściekły, że to Trump odebrał Doe dziewictwo”.
Pomimo dużej liczby zarzutów, Departament Sprawiedliwości podkreślił, że „materiały mogą zawierać fałszywe lub podrobione zdjęcia, dokumenty lub nagrania”. Nie dowodzą popełnienia przestępstwa przez Trumpa, ponieważ „zawierały wszystko, co zostało przesłane do FBI przez społeczeństwo”.
Następnego dnia po ujawnieniu materiałów Trump rozmawiał z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. Jak powiedział: „Sam tego nie widziałem, ale kilku bardzo ważnych ludzi powiedziało mi, że to nie tylko mnie oczyszcza, ale jest wręcz przeciwieństwem tego, na co liczyli ludzie, wiecie, radykalna lewica”.
Sztuczna inteligencja podsumowuje oskarżenia wobec Trumpa
Użytkownik YouTube’a znany jako @I Ask AI zaciekawiony tym, w jaki sposób sztuczna inteligencja poradzi sobie z przetworzeniem opublikowanych informacji, przesłał fragmenty plików do chatbota i poprosił o opinię.
„Wysłałem AI NOWE pliki akt Epsteina i poprosiłem o opinię na ZARZUTY wobec Trumpa” – tak użytkownik zatytułował film, w którym zapytał: „Powiedz mi, co sądzisz o tych informacjach. Czy one cokolwiek potwierdzają, czy obalają?”
„Te informacje są rozczarowujące. Duża ilość, dużo szumu, bardzo mało nowych treści” – odpowiedziało AI.
Chatbot wyjaśnił, że opublikowane pliki nie ujawniają tzw. „głównej listy” przestępców, „tajnej operacji szantażu ani skoordynowanego tuszowania przez określone osoby publiczne”.
Jednakże chatbot uznał wielokrotne wzmianki na temat niektórych prominentnych osób, w tym Trumpa za znaczące oraz wzorzec „nieformalnych kontaktów” z Epsteinem, nawet po jego skazaniu w 2008 roku za nakłanianie nieletniej do czynności seksualnych.
„Trudno teraz zaprzeczyć, że istnieje pewien związek” – zauważyła sztuczna inteligencja.
Chatbot zapytany konkretnie o prezydenta Stanów Zjednoczonych wyjaśnił, że chociaż jego nazwisko „pojawia się w różnych latach, w różnych oskarżeniach i w różnych kontekstach”, materiały „nie dowodzą winy”. Sztuczna inteligencja dodała, że „sama powtarzalność niczego nie dowodzi, ale nie można jej też zignorować”.
Niewydolność instytucjonalna, a nie niezbity dowód
Chatbot kontynuował analizę, stwierdzając: „Ten plik nie wydaje wyroku w sprawie Trumpa. Ujawnia system, który pozwalał Epsteinowi przez lata działać w pobliżu władzy, podczas gdy oskarżenia narastały i nie przynosiły żadnych rezultatów. Błąd w tym przypadku ma charakter instytucjonalny, a nie dowodowy”.
Krótko mówiąc, sztuczna inteligencja podkreśliła, że pliki ujawniają systemowe nieprawidłowości w zakresie odpowiedzialności, a nie ostateczne wnioski dotyczące przestępczego zachowania jakiejkolwiek osoby.
Kontynuacja artykułu pod postem
Jednak, jak dodano, „sceptycyzm nie może służyć jako wymówka. To nie są internetowe plotki. To skargi zarejestrowane przez organy ścigania. Czasami sprawdzane, czasami zgłaszane, czasami pozostawiane bez odpowiedzi”.
Na zakończenie swojego podsumowania chatbot stwierdził: „Publikacja dokumentów nie zmienia statusu tych osób z podejrzanych na winnych. Nie ma nowych zarzutów, nie ma dokumentów stanowiących niezbity dowód, nie ma jasnych dowodów transakcji”. Jednak „potwierdza to również inną niewygodną rzeczywistość. Jeśli kiedykolwiek istniały niepodważalne dowody przeciwko kolejnym wpływowym osobom, to nie ma ich w tej publikacji. Albo nigdy nie istniały, albo zniszczono je dawno temu, albo nadal są utajnione”.
W miarę jak coraz więcej użytkowników i dziennikarzy zagłębia się w 3 miliony stron akt, które udostępniono dla opinii publicznej, historia wpływów Epsteina i systemów instytucjonalnych, które nie zdołały go powstrzymać wciąż trwa.
Na razie nawet sztuczna inteligencja zdaje się z tym zgadzać, że ta historia jeszcze się nie zakończyła.
Co sądzisz o ocenie tych dokumentów przez sztuczną inteligencję? Podziel się z nami swoją opinią, a następnie udostępnij artykuł innym, abyśmy mogli rozpocząć dyskusję!
CZYTAJ TAKŻE:
Jay Z i Beyonce tracą miliony obserwujących po tym, jak wspomniano o raperze w aktach Epsteina
Premier Tusk powołał zespół do zbadania polskich wątków w aktach Epsteina — „sprawa bez precedensu”