Donald Trump z trudem zdobywa poparcie dla „Operacji Epic Fury” skierowanej przeciwko Iranowi. Po wezwaniu do sojuszników do przyłączenia się, ich reakcja była raczej mało entuzjastyczna. Delikatnie mówiąc.
Wiele krajów odrzuciło propozycję lub zareagowało z ostrożnością, co wzbudziło obawy o potencjalną eskalację konfliktu. W Europie kilka dużych państw jasno wyraziło swoje stanowisko.
Wielka Brytania, będąca tradycyjnie jednym z najbliższych sojuszników USA, wykluczyła udział w dalszych działaniach militarnych związanych z operacją.
„Wielka Brytania nie da się wciągnąć w szerszą wojnę” – podkreślił premier Keir Starmer, choć zasygnalizował chęć pomocy w opracowaniu „realnego planu zakończenia operacji”. Według VT, uciął również wszelkie spekulacje na temat interwencji NATO, mówiąc: „Chciałbym jasno powiedzieć: to nie będzie i nigdy nie było przewidywane jako misja NATO”.
Wiele krajów w Europie odmawia przyłączenia się do wojny z Iranem
Minister spraw zagranicznych Włoch Antonio Tajani również powiedział, że zaangażowanie militarne nie wchodzi w grę.
Niemcy również jasno dały do zrozumienia, że nie będą uczestniczyć w konflikcie: „Nigdy nie podjęto wspólnej decyzji o interwencji. Dlatego pytanie o to, jak Niemcy mogłyby wnieść wkład militarny, nie pojawia się. Nie zrobimy tego” – powiedział kanclerz Friedrich Merz.
Jednocześnie dodał, że chociaż reżim irański „musi się skończyć”, „zmuszanie go do uległości najprawdopodobniej nie jest właściwym podejściem”.
Minister obrony Niemiec, Boris Pistorius, również zakwestionował strategię USA i samego Trumpa, mówiąc: „To nie jest nasza wojna, nie my ją rozpoczęliśmy. Czego Donald Trump oczekuje od garstki europejskich statków w cieśninie Ormuz, z którymi potężna flota USA nie może sobie poradzić sama? To pytanie sam sobie zadaję”.
W innych krajach Europy, takich jak Holandia, Litwa i Estonia, wyrażono niepewność, stawiając pytania o cel operacji w Cieśninie Ormuz. Rzecznik greckiego rządu potwierdził, że kraj ten nie weźmie udziału w żadnych operacjach wojskowych związanych z misją.
Australia, Korea Południowa, Japonia
Poza Europą ten schemat się utrzymuje. Australia, Korea Południowa i Japonia oświadczyły, że na razie nie planują udziału. Minister transportu Australii, Catherine King, powiedziała wprost: „Nie wyślemy statku do cieśniny Ormuz. Wiemy, jak niezwykle ważne to jest, ale nie jesteśmy o to proszeni ani do tego się nie przyczyniamy”.
Korea Południowa pozostała otwarta, twierdząc, że „będzie nadal komunikować się” ze Stanami Zjednoczonymi.
Rola Chin pozostaje niejasna. Chociaż nie podjęto żadnych zobowiązań, sekretarz energii USA Chris Wright powiedział, że oczekuje, iż Chiny będą działać jako „konstruktywny partner” w regionie.
Sam Trump również zwrócił uwagę na rolę Chin w tej sytuacji, mówiąc: „Myślę, że Chiny również powinny pomóc, ponieważ Chiny pozyskują 90% ropy z tego regionu”.
Ukraina zaoferowała wsparcie
Pośród tych wahań pojawiła się jedna znacząca i nieco nieoczekiwana odpowiedź. Ukraina, mimo że jest w trakcie własnej wojny z Rosją, wyraziła gotowość do pomocy. Prezydent Zełenski podobno zaoferował wsparcie w przeciwdziałaniu zagrożeniom ze strony dronów.
„Reagowaliśmy natychmiast” – powiedział. „Zawsze, gdy tylko mogliśmy pomóc w obronie cywilów lub obywateli USA, bez wahania wysyłaliśmy nasze zespoły”.
Wydaje się, że ogólne wahanie rozczarowało Trumpa, który zasugerował, że reakcje sojuszników są uważnie obserwowane: „Niezależnie od tego, czy otrzymamy wsparcie, czy nie, mogę powiedzieć jedno i powiedziałem im to: będziemy pamiętać”.
CZYTAJ WIĘCEJ:
Trump wydał ostrzeżenie dla sojuszników, którzy odmówią pomocy w odblokowaniu cieśniny Ormuz
Odpowiedź premiera Hiszpanii na groźbę handlową Trumpa