W życiu są dramaty, które nie mają spektakularnej oprawy. Nie dzieją się na autostradzie, nie wyglądają jak film akcji, nie zostawiają krwi na chodniku. Czasem to sekundy w zwykłym domu, które kończą się niedotlenieniem, reanimacją i pytaniem, na które nikt nie jest gotowy: czy ona wróci?
Tak zaczęła się historia, która w Polsce wraca od lat — bo dotyczy nie tylko jednej rodziny, ale tysięcy podobnych przypadków, o których rzadko się mówi. Dziecka, które żyło normalnie, a później znalazło się w stanie, gdzie medycyna przestaje obiecywać szybkie rozwiązania, a bliscy uczą się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Do tej konkretnej tragedii doszło 11 maja 2000 roku, a skutki były dramatyczne: długotrwały stan zaburzeń świadomości po niedotlenieniu.
Od tragedii prywatnej do sprawy publicznej
W podobnych sytuacjach większość rodzin zostaje sama: z rehabilitacją, kosztami i systemem, który często nie ma gotowej ścieżki. Tu stało się inaczej — bo matką tej dziewczynki była osoba znana, rozpoznawalna i uparta w sposobie, w jaki wykorzystała swoje możliwości. Zamiast zniknąć, zaczęła mówić o tym, co dzieje się z pacjentami w śpiączce i w stanach po ciężkich urazach mózgu, oraz o tym, jak bardzo brakuje w Polsce wyspecjalizowanych ośrodków.
W kolejnych latach ta determinacja przerodziła się w realne projekty. Fundacja „Akogo?” doprowadziła do powstania Kliniki „Budzik” dla dzieci przy Centrum Zdrowia Dziecka — ośrodka, który od lipca 2013 zaczął przyjmować małych pacjentów. To był moment przełomowy: pierwszy tak „modelowy” projekt rehabilitacji i wybudzania dzieci po ciężkich urazach mózgu, złożony z neurologii, intensywnej rehabilitacji i długiego procesu terapii.
Później inicjatywa poszła dalej. Model „Budzika” stał się punktem odniesienia dla kolejnych przedsięwzięć — także dla placówek zajmujących się pacjentami dorosłymi.
Dlaczego ta historia porusza tak mocno?
Bo to opowieść o czymś, co wielu ludziom kojarzy się z „brakiem nadziei”, a w rzeczywistości jest złożonym spektrum stanów neurologicznych. W pewnym momencie wokół tej rodziny narosło mnóstwo plotek: że „już się wybudziła”, że „to przełom”, że „to koniec śpiączki”. Sama bohaterka tej walki wielokrotnie prostowała sensacyjne doniesienia, tłumacząc różnicę między śpiączką a stanem minimalnej świadomości i podkreślając, że poprawa kontaktu ze światem nie oznacza „cudownego powrotu do normalności”.
W ostatnich latach w źródłach medyczno-popularnych podkreślano, że córka aktorki znajduje się właśnie w minimalnym stanie świadomości (MSC).
Kim jest bohaterka tej historii?
To Ewa Błaszczyk — aktorka i współzałożycielka fundacji „Akogo?”, która od 2000 roku walczy o córkę Aleksandrę.
I tu ta historia się nie kończy — bo obok prywatnego dramatu jest też druga, mniej oczywista puenta: dzięki jej determinacji powstały rozwiązania, z których korzystają inni. Klinika „Budzik” stała się dla wielu rodzin pierwszym miejscem, gdzie zamiast „proszę czekać” słyszą: „zaczynamy proces”.
To dlatego nazwisko Ewy Błaszczyk wraca co roku przy rozmowach o pacjentach w śpiączce: nie tylko jako symbol osobistej tragedii, ale też jako przykład tego, że z bezsilności można zbudować instytucję — i realną zmianę w systemie.
Czytaj także:
Oto wszystkie gwiazdy płci żeńskiej wymienione w aktach Epsteina