Chłopiec z miasta przesiąkniętego smogiem, który śpiewał pomimo uzależnienia i trafił do naszych serc

Dzięki trasom koncertowym na całym świecie i charakterystycznemu, chropowatemu głosowi gwiazda ta stała się synonimem rock and rolla.

Ale wcześniej był tylko chłopakiem w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast świata.

Dorastał w trudnej, robotniczej dzielnicy, a muzyka stała się dla niego ucieczką od trudów codziennego życia.

Po drodze zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i heroiny oraz skutkami nałogowego palenia papierosów, i przez większość tego okresu te zmagania definiowały jego życie. Dopiero gdy w latach 80. poznał swoją żonę Pam, zaczął zmieniać swoje życie na lepsze.

Otoczony dymem i sadzą

Nie wszystkie gwiazdy rocka pochodzą z rozbitych, przepełnionych narkotykami domów. Choć takich przykładów jest niezliczona ilość. Ten gwiazdor miał stosunkowo stabilne dzieciństwo, ale wcale nie było ono łatwe. Wiązało się z wieloma trudnościami, które ukształtowały jego determinację i zapał, które pewnego dnia zaprowadziły go na szczyt.

Artysta ten stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd i symbolem sukcesu końca lat 60. i początku lat 70.

Urodził się w trakcie II wojny światowej w Sheffield, mieście przemysłu stalowego, gdzie jego ojciec służył jako pilot w Królewskich Siłach Powietrznych (RAF). Jego matka była gospodynią domową. Przy narodzinach nadano mu imię John, ale to pod pseudonimem stał się później artystą, którego nie można pomylić z nikim innym.

Facebook

Istnieją dwie różne wersje pochodzenia jego przydomku. Niektórzy twierdzą, że pochodzi on od dziecięcej gry Cowboys, podczas gdy inni sądzą, że jest on inspirowany nazwiskiem miejscowego pracownika, który zajmował się myciem okien.

Dorastanie w Sheffield w latach 50. oznaczało codzienne przebywanie w otoczeniu dymu i sadzy. Dla tych, którzy tam mieszkali, było to po prostu normalne. Ale dla osób z zewnątrz sytuacja ta mogła wydawać się niemal apokaliptyczna. Ulice były usiane ciemnymi, kamiennymi budynkami, pokrytymi czarną sadzą, która przez dziesięciolecia opadała z kominów fabrycznych.

Jego jedyna prawdziwa ambicja

Nasz gwiazdor nigdy nie miał zamiaru zostać wielkim muzykiem. Jego jedyną prawdziwą ambicją była ucieczka z rodzinnego miasta. Opuścił szkołę w wieku 16 lat, a dyrektor na pożegnanie powiedział mu wprost: „Nie życzę ci niczego dobrego”. Został praktykantem na stanowisku instalatora gazowego, jednocześnie rozwijając karierę muzyczną. Młody chłopak spędzał dni pracując, a noce grając w zadymionych barach.

„Jego głos prawie się nie załamał i nie sposób było rozpoznać jego talentu, ale jego entuzjazm był niezaprzeczalny i miał tę chęć do występów, która towarzyszyła mu przez całą karierę” – powiedział jego brat w wywiadzie dla The Star.

Przez lata było mało znanym artystą.

Pożyczał mikrofony, grał przed niewielką publicznością, którą bardziej interesowały drinki niż muzyka, a zarobione pieniądze wydawał na nagrania demo, które były raz po raz odrzucane.

Jednak kontynuował, bo śpiewanie było jedyną rzeczą, która sprawiała, że ​​życie wydawało się prawdziwe.

„Myślałam, że zajmie się zawodowo instalacją gazową. Kupiłam mu nawet mnóstwo książek na ten temat i przez jakiś czas interesował się gazem, ale zawsze obok była muzyka. Powiedział mi, że nie chce pracy, w której przepracuje lata, a na koniec dostanie złoty zegarek” – zwierzyła się kiedyś jego matka.

Zajął się pakowaniem towarów

Zaczynał karierę w lokalnych zespołach bluesowych. W 1964 roku wytwórnia Decca Records zabrała go do Londynu, aby nagrał cover utworu Beatlesów. Za sesję zapłacono mu zaledwie 1,50 dolara. Singiel nie odniósł sukcesu.

„Decca była bardzo profesjonalna. Dlatego mnie wyrzucili” – żartował później.

Niezrażony, opuścił stację benzynową, na której wtedy pracował i podjął pracę przy pakowaniu towarów. Nadal występował, czasem nawet grał na perkusji, wciąż goniąc za marzeniem, które w tamtym czasie wydawało się niemożliwie odległe.

Cztery lata po tym niepowodzeniu młody piosenkarz dostał kolejną szansę – i tym razem ją wykorzystał. Odniósł ogromny sukces swoją wersją utworu „With a Little Help from My Friends”, pierwotnie autorstwa The Beatles.

Facebook

Piosenka dostała się na listy przebojów w Wielkiej Brytanii i USA, a w Wielkiej Brytanii osiągnęła pierwsze miejsce.

„Tego dnia, kiedy to się stało, dostałem telegram” – wspominał później. „DZIĘKI, TO DLA WAS DUŻO ZA DUŻO, JOHNIE I PAULU”.

Sukces piosenki doprowadził do pierwszej trasy koncertowej artysty po Stanach Zjednoczonych w 1969 r., a zaledwie rok później jego album koncertowy Mad Dogs & Englishmen wspiął się na 2. miejsce amerykańskich list przebojów.

Kultowy występ

W tym momencie wokalista zaczął rozwijać surowy, mocny styl wokalny, który wkrótce przyniósł mu międzynarodową sławę. Prawdziwy przełom nastąpił w sierpniu 1969 roku w Woodstock.

Jego występ z With a Little Help from My Friends stał się jednym z najbardziej niezapomnianych momentów całego festiwalu – a później kultowego filmu. Ubrany w koszulę tie-dye i dżinsy, z rozwianymi włosami i bokobrodami okalającymi twarz, wszedł na scenę z charyzmą, której nie dało się zignorować.

To, co nastąpiło, było czymś niezwykłym. Z nieziemskimi krzykami, wykrzywionymi minami i pozornie niekontrolowanymi ruchami, zaprezentował wersję utworu, która była zarówno przejmująca, jak i elektryzująca. To nie był zwykły cover – to była całkowita reinterpretacja, pełna cierpienia, intensywności i surowych emocji.

Występ był równie poruszający, jak wszystko, co widzieliśmy podczas trzydniowego wydarzenia. Porwał publiczność, był głęboko ludzki – to moment, który definiuje, co powinna robić świetna muzyka – wciągać, wstrząsać i zmieniać.

To był moment narodzin gwiazdy.

Jego imię? John Robert „Joe” Cocker.

W końcu upadł

Później wspominał legendarny koncert z typową dla siebie skromnością, mówiąc w wywiadzie dla Louder : „Czy byliśmy epiccy? Nie wiem… Miałem na sobie koszulkę barwioną metodą tie-dye, a kiedy ją później zdjąłem, kolory ubrudziły mi klatkę piersiową dokładnie tym samym wzorem”.

Po wywarciu niezapomnianego wrażenia na około 650 000 ludzi w Woodstock i udanym występie na wyspie Wight Cocker kontynuował trasę koncertową aż do początku lat 70.

Sierpień 1969: Portret całej postaci angielskiego piosenkarza Joe Cockera, ubranego w koszulę tie-dye i niebieskie dżinsy, występującego na Festiwalu Muzycznym Woodstock w Bethel w stanie Nowy Jork. (Zdjęcie: Fotos International/Getty Images)

W chaotycznej erze „Mad Dogs & Englishmen” narkotyki i alkohol stały się częścią codziennego życia w trasie. To, co zaczęło się jako świętowanie, przerodziło się w uzależnienie, heroinę, kokainę, pigułki i intensywne picie, wszystko to mieszając się w nieustanny opar za muzyką.

Nadmiar alkoholu nie ustał wraz z zakończeniem trasy. Wręcz przeciwnie, nasilił się. Mieszkając w Los Angeles, Cocker coraz bardziej popadał w nadużywanie alkoholu, opisując okresy, w których picie zastępowało mu wszystko inne w życiu.

Potem zaczął zażywać heroinę, co jeszcze bardziej wpędzało go w niestabilność i ryzyko.

„Zacząłem traktować heroinę poważnie, mimo że uważałem ją za wielkie tabu. Flirtowałem z uzależnieniem, ale nie potrafiłem sobie z tym poradzić na tym poziomie. Była zbyt mocna i intensywna. Nigdy nie brałem heroiny, tylko wciągałem ją nosem. Dzięki niej czułem się nieustraszony. Jechałem z kumplami z Londynu do Sheffield i pędziłem jak szalony autostradą. Byli przerażeni i krzyczeli, żebym zwolnił. Nie mrugnąłem okiem” – przyznał kiedyś.

„Wsadzili mnie do celi z rabusiem bankowym…”

W połowie lat 70. sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Występy stały się trudne, a stan zdrowia się pogorszył. Czasami uniemożliwiał mu dokończenie koncertów.

Doszło do aresztowań, incydentów publicznych i narastającego poczucia, że ​​jego kariera wymyka się spod kontroli.

Podczas tournée po Australii został aresztowany za posiadanie marihuany i podobno nawet rzucił wyzwanie dziesięciu funkcjonariuszom policji. Niedługo potem został ponownie aresztowany w Melbourne po bójce w hotelu i spędził noc w więzieniu.

Później wspominał: „Wsadzili mnie do celi z rabusiem bankowym i Aborygenem, który rzekomo kogoś zamordował. Rabuś sprawiał wrażenie miłego gościa. Powiedział, że ma wszystkie moje albumy”.

Zdjęcie Joe Cockera (zdjęcie Michael Ochs Archives/Getty Images)

Ale jakimś cudem Cockerowi udało się powrócić. W latach zażywania kokainy, nagrał jeszcze jeden hit, a „ You Are So Beautiful” dotarł do 5. miejsca na liście przebojów Billboardu w USA. Jednak sprawy wciąż mogły pójść nie tak.

Podczas występu w Los Angeles w 1974 roku ponownie zwymiotował na scenie i przeżył to, co później opisał jako najgorszy koszmar każdego artysty.

„Ktoś powinien był mieć na mnie oko” – powiedział Cocker. „Ale jakiś diler znalazł mnie za kulisami i nafaszerował kokainą. Nie występowałem na żywo od kilku lat. Wypiłem całą butelkę brandy, a potem wyszedłem i zagrałem dwa utwory, po czym usiadłem na scenie z totalną blokadą psychiczną”.

Jego największy hit

Co ciekawe, jego największym przebojem stał się singiel „Up Where We Belong”, który znalazł się na pierwszym miejscu listy przebojów w USA, w duecie z Jennifer Warnes. Utwór, który zdobył również nagrodę Grammy w 1983 roku, stał się kultowym motywem przewodnim filmu „ Oficer i dżentelmen” .

Mimo przeciwności losu, Cocker odbił się od dna, po tym jak wielu uznał go za kolejną ofiarę rock’n’rollowych ekscesów lat 70.

„Myślę, że moja droga od 16-letniego instalatora gazowego do dziś jest nieco oszałamiająca. Podczas mojej ostatniej podróży do Australii jakiś stary dziad powiedział: »Wiodłeś życie« dobre, prawda? Nawet nie złe. Po prostu życie. Patrząc wstecz, gdybym tego nie zrobił, wątpię, czy zostałbym instalatorem gazowym. Nadal śpiewałbym w pubach i zastanawiałbym się, co by było, gdybym się potoczył” – powiedział kiedyś.

Pomimo sukcesu i życia za granicą, zawsze pozostał tym samym chłopakiem z miasta stali w północnej Anglii. Kiedy Joe później przeprowadził się do Kolorado w USA, jego brat Vic powiedział, że nadal wstawał wcześnie rano, żeby oglądać swój ukochany Sheffield United, kiedykolwiek ich mecz był w telewizji.

W latach 80. i 90. Joe Cocker kontynuował wydawanie dobrze sprzedających się albumów, takich jak „Unchain My Heart” , „One Night of Sin ” i „Night Calls” . Jego album „Have a Little Faith” z 1994 roku odniósł większy sukces, zdobywając międzynarodowe uznanie. Zawiera takie przeboje jak „ Take Me Home” i „Let the Healing Begin” . W 1995 roku ukazał się box set obejmujący całą jego karierę, który podkreślił bogactwo jego dorobku.

Joe Cocker – małżeństwo

Stał się również regularnym gościem ważnych wydarzeń muzycznych i światowych uroczystości, takich jak Prince’s Trust Rock Gala, hołd dla Nelsona Mandeli, Rock in Rio II, a nawet Woodstock ’94. Późniejsze albumy, takie jak Hymn for My Soul (2007) i Hard Knocks (2010), pokazały, że nadal był obecny na listach przebojów i szanowany w branży, nawet w późniejszych etapach kariery.

Ikona bluesa rocka kontynuowała nagrywanie i koncertowanie aż do późnych lat, pozostając aktywną muzycznie przez całe życie. Przeżył również długą drogę osobistą, w tym związek z Eileen Webster, który rozpoczął się w 1963 roku i trwał z przerwami przez 13 lat.

Instagram

Później, w 1978 roku, przeprowadził się na ranczo w Kalifornii należące do Jane Fondy , gdzie poznał Pam Baker, byłą dyrektorkę obozu letniego. Para nawiązała relację, który ostatecznie sfinalizowali w 1987 roku.

Baker często przypisuje się zapewnienie stabilizacji w życiu Cockera, pomoc w walce z uzależnieniem i wspieranie bardziej ustabilizowanego, prywatnego życia w Mad Dog Ranch w Crawford w stanie Kolorado.

Przyczyna śmierci Joe Cockera

Niestety, Joe Cocker zmarł 22 grudnia 2014 roku w Crawford w stanie Kolorado na raka płuc w wieku 70 lat. Przez długi czas był nałogowym palaczem, podobno wypalał nawet dwie paczki papierosów dziennie, aż w 1991 roku rzucił nałóg.

Choć ten gwiazdor rocka z klasy robotniczej miał na koncie kilka przebojów, jego prawie 40 albumów nie zawsze osiągało wysokie wyniki sprzedaży. Zaczynając od występów w pubach, przez większość życia utrzymywał nieustanny, dynamiczny harmonogram tras koncertowych.

Występował również w brytyjskiej i francuskiej wersji programu American Idol , choć nigdy nie przepadał za talent show. Wspominając je, powiedział: „Kiedy pomyślisz o wszystkich przegranych w programie, którzy znikają w nicość”, powiedział, „prawdopodobnie bardziej rozczarowałoby mnie, gdybym wziął udział w takim konkursie i przegrał, niż gdybym pracował w pubach i w ten sposób osiągnął sukces”.

Majątek

Cocker omal nie zbankrutował w połowie lat 70. z powodu złego zarządzania finansami, wysokich kosztów ciągłych tras koncertowych, osobistych uzależnień i braku nadzoru ze strony wydawnictwa. Później jego żona Pam odegrała kluczową rolę w odzyskaniu przez niego kontroli nad finansami i odbudowaniu stabilności życiowej.

Według serwisu Celebrity Net Worth, majątek Joe Cockera w chwili śmierci szacowany był na około 60 milionów dolarów. Chociaż roczne dochody z jego majątku nie są ujawniane publicznie, uważa się, że nadal generują one znaczne przychody z jego katalogu muzycznego.

Cocker prawdopodobnie zostanie zapamiętany jako jeden z najbardziej soulowych wokalistów white rockowych na świecie, a niewielu artystów osiągnęło podobny poziom. Został pośmiertnie wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame w listopadzie 2025 roku. Wielu fanów uważało ten zaszczyt za dawno oczekiwany i w pełni zasłużony.

Wikipedia Commons / Carl Lender

Za każdym razem, gdy rozbrzmiewa piosenka „With a Little Help from My Friends” i te piękne, połamane nuty wznoszą się w powietrze, przypominamy sobie o chłopcu z Sheffield, który nigdy nie przestał wierzyć, że jego głos ma znaczenie.

Życie Joe Cockera niesie ze sobą lekcję. Sukces rzadko jest prostą drogą, a raczej krętą, załamującą się, a czasem całkowicie znikającą. Ale prawdziwi artyści i prawdziwi ludzie sukcesu zawszą odnajdują drogę.

Dziękuję Ci za wszystko, Joe. Reprezentowałeś epokę, w której słowa miały prawdziwe znaczenie, artyści występowali z autentyczną pasją. Muzyka miała w sobie coś wyjątkowego – czysta magia!

Czytaj także:

Życie światowej supergwiazdy: miłość, strata i walka o utrzymanie się na scenie

Tragiczna historia życia gwiazdy zwanej „głosem pokolenia”

 

Czytaj więcej na temat...